Zmieniajmy UK

Właśnie przeczytałem artykuł w internetowym polskim serwisie pod roboczym tytułem. „Co do poprawy, co do zmiany, czego Brytyjczycy mogliby się od nas nauczyć?”.

Cytowane są tam wypowiedzi Polaków, którzy od jakiegoś czasu zamieszkują Wyspy Brytyjskie. Przyjrzyjmy się temu z bliska:

„Zacznijmy od rodziny. – Jeśli chodzi o stosunki międzyludzkie i relacje rodzinne to są to pola do dyskusji – uważa Joanna. – Jest tu mnóstwo starych samotnych ludzi, którymi nie zajmuje się rodzina, tylko raczej patrzą w stronę państwa, jeśli trzeba im pomocy. Bardzo wielka samotność, siedzą całymi dniami w tych małych bunkierkach, patrząc w telewizor i pięć razy na dzień karmiąc kota. Tak latami czekają na śmierć – dodaje.”

Moim skromnym zdaniem Pani Asia nie wie chyba jak to jest w Polsce. Oczywiście, Anglia ma sporo starszych ludzi, których widać na ulicach. Nie są to oczywiście bezdomni czy lumpy, lecz w miarę dobrze ubrane starsze osoby, które chodzą na spacery, odwiedzają znajomych, wychodzą pograć w bingo, mają przeważnie jakiegoś zwierzaka i nie widać aby byli nieszczęśliwi ub zatroskani. A propos zwierzaków, to ich właściciele nie zastanawiają się, czy dziś kupić kotu pokarm czy sobie chleb. Z psami chodzą do fryzjerów – psich oczywiście. W Polsce topią małe pieski, bo nie stać właścicieli na ich wykarmienie. Niekiedy spotykam osiemdziesięcioletnie pary wciąż trzymające się za ręce, które z uśmiechem na styranych twarzach dalej brną przez życie. Pokażcie mi starego dziadka w Polsce, który byłby zadowolony – z czegokolwiek. W naszym kraju jest tylko narzekanie na polityków, na służbę zdrowia, na własne zdrowie, na rosnące opłaty – wszechobecne narzekanie. W UK nawet osoby na wózkach inwalidzkich mogą swobodnie poruszać się po mieście. W Polsce inwalidzi siedzą w swoich 4 kątach. Pewnie chcieliby wyjechać na małą przejażdżkę, ale jak mają się poruszać po krzywych chodnikach, jak mają podjeżdżać pod wysokie krawężniki? W UK dba się o takich ludzi i to widać. Bardzo często państwo przydziela opiekunów, z którymi osoby niepełnosprawne bardzo dobrze spędzają czas. W Polsce takich ludzi się izoluje, w UK szanuje. Polskie dziadki przesiadują większość czasu w poczekalniach przychodni, w UK za telewizorem lub na spacerze; bowiem tu zapisy do lekarza odbywają się na zasadzie kolejki i wyznaczonej godziny spotkania a nie na zasadzie kto pierwszy rzuci siatą bliżej lekarskich drzwi ten zostanie pierwszy przyjęty. Zresztą o angielskiej służbie zdrowia jeszcze napiszę.

www.sklepABC.com.pl

„Na przykład Monika, pracująca w jednej z organizacji polonijnych. –  Rodziny brytyjskie nie mają takich tradycji w jakich my Polacy zostaliśmy wychowani. Na przykład rodziny nie spędzają razem za wiele czasu. Szczerze to nawet nie interesują się rozwojem rodzinnym, często nawet nie wiedzą gdzie podziewają się  ich pociechy – wylicza.”

Dziwne. Podjeżdżając pod szkołę przed godz. 9 rano widzę tłum rodziców odprowadzających swoje pociechy. Przed godz. 16tą ci sami rodzice odbierają dzieci ze szkoły po skończonych lekcjach. W Polsce nawet te najmłodsze dzieci same muszą sobie radzić  z dotarciem do szkoły. Stosunkowo niedawno pojawiły się w Polsce specjalne szkolne autobusy. W UK mają wręcz jobla na punkcie dzieci i ich bezpieczeństwa. Raczej w Polsce rodzice nie wiedz, gdzie się podziewają ich pociechy – w Anglii nawet nie widać na ulicach czy podwórkach dzieci; są albo w swoim domu, albo w domu znajomych, albo w jakimś miejscu specjalnie przygotowanym dla dzieci, gdzie mają darmową opiekę, zabawki itd.

„…W tym temacie pada wiele argumentów: o małej gościnności (Wyspiarze raczej nie zapraszają do swoich domów), o świętach bez… świątecznej atmosfery (tylko zakupy i wizyty w pubach),  o braku zdrowych relacji międzyludzkich (sąsiedzi z jednej ulicy często nawet się nie znają).”

Rzeczywiście z tym się zgadzam w 100%. Niemniej nie chodzi tu o gościnność, lecz o brak możliwości zorganizowania domowej imprezy. Mieszkania w UK są przeważnie bardzo małe. Mieszczą się w kilkuset letnich domach z drewnianymi stropami. Chyba nikt nie chciałby aby im sąsiad robił imprezę nad głową, gdzie nawet pojedynczo wymawiane słowa niosą się po całym domu a co dopiero głośna muza i banda podpitych kolegów. Większość Anglików nie ma podstawowych rzeczy do robienia imprezy tj. wystarczającą ilość naczyń, sztućców, szklanek, kubków. Anglicy są bardzo leniwi i pewnie dlatego też nie chcą robić zlotów u siebie, ponieważ kto by to później po nich sprzątał? Co do świąt, to rzeczywiście polskie święta i cała ta radosna atmosfera jest unikatowa. Jak jeszcze spadnie nieco śniegu, to w ogóle jest rewelacyjnie. Wszyscy się weselą, obdarowują podarkami, życzeniami, spędzają czas z rodziną. W UK też tak było – jeszcze kilkanaście-kilkadziesiąt lat temu – starsi tubylcy mnie doinformowali w trakcie rozmów. Teraz każde święto to dla Anglika okres, w którym może się nawalić w pubie bez konieczności wstawania nazajutrz do pracy. Niektórzy święta spędzają w pizzerniach czy przeróżnych fast-foodach, gdzie wraz z całymi rodzinami przyłażą opychać się świątecznymi hamburgerami i popijać colę. Co do sąsiadów to też nie mogę powiedzieć, że w Polsce jest teraz lepiej. Za czasów komuny, kiedy każdy kończył pracę o 15:30 choćby się waliło-paliło, wracając do domu widział na czarno-białym ekranie dziennik telewizyjny a w lodówce światło, to wychodził do sąsiadów, znajomych z ulicy. Obecnie każdy jest zabiegany. Każdemu brakuje czasu. Aby się umówić, trzeba wpierw zadzwonić tydzień wcześniej. Polskie spontaniczne wizyty zamierają. Każdy ma jakiś kredyt do spłacania, każdy ma zawsze coś do zrobienia po pracy. Kiedy przychodzi wolny weekend, to marzy się jedynie o pozostaniu w domu i świętym spokoju. Szkoda.

„Bez wątpienia denerwuje nas podejście angielskich gospodarzy do pracy. – Tutaj po prostu brakuje zdrowego podejścia do pracy – uważa Zbyszek, budowlaniec, od kilku lat mieszkający w Wielkiej Brytanii. –  Zdrowego, czyli poważnego, bo z tego co widzę to trochę jest tak, że Anglikom to bez różnicy czy są, czy ich nie ma, czy leżą czy stoją – dodaje. – No to nie jest ich mocna strona. Tutaj jest trochę jak na południu Europy, tylko im jeszcze sjesty brakuje – uważa Maciek. Z kolei Marcin wiąże to z dwoma – jego zdaniem jedynymi – cechami, których Brytyjczycy mogą się od nas nauczyć: punktualności i lojalności.”

Też mi się wydawało, że jeżeli jest coś do zrobienia, to należy to jak najszybciej wykonać – w końcu za to nam płacą. Anglicy podchodzą nieco inaczej do tematu. Za przykład weźmy malarza, który ma do pomalowania 2 pokoje. Malarz z Polski zrobi to w ciągu 2-3 dni i jeszcze podklei conieco, zaszpachluje, wymieni również stare gniazdko elektryczne za o połowę niższe wynagrodzenie. Klient będzie zachwycony. Z kolei malarz angielski będzie się babrał z tą robotą2 tygodnie i nic ponad malowanie nie zrobi. Klient będzie się denerwował ale będzie płacił. Następnie klient wyda kolejne pieniądze na elektryka i gościa od szpachelki. Tym sposobem angielski robotnik będzie mieć zapewnioną pracę na 2 tygodnie za normalną stawkę dzienną. Prócz niego zlecenie otrzymają 2 inne osoby, które również policzą sobie po normalnej (czyli wysokiej) stawce za swoje usługi. Polak w tym czasie będzie szukać następnej roboty i wydawać szybko zarobione pieniądze. I tak się to tu kręci … lub kręciło do czasu kryzysu. Teraz na rynku zostaną tylko najlepsi.

„- Irytująca może być taka udawana grzeczność wielu Brytyjczyków i ich poprawność polityczna. Teraz w dobie kryzysu gospodarczego, dopiero wychodzi prawdziwe oblicze Brytyjczyków i dopiero teraz otwarcie mówią co sądzą o emigrantach, ot choćby z Polski.”

Udawana grzeczność? Czy autor miał na myśli słynne „How are you?”. Cóż, Brytyjczycy nie chcą słyszeć o niepowodzeniach, troskach, zmartwieniach; oni chcą słyszeć że wszystko jest OK, choćby nie było. To taki optymistyczny naród. Polacy jedynie narzekają, Anglicy cieszą się życiem. A propos emigrantów, to pokażcie mi jakikolwiek naród, który byłby zadowolony z przypływu mas obcojkrajowców. Anglia kiedyś panoszyła się po świecie, teraz świat panoszy się po Anglii. Ma to oczywiście wymierne skutki ekonomiczne. Każdy w UK chce jakoś żyć. Większość emigracji – zwłaszcza polskiej – pracuje, i to nieraz bardzo ciężko. Jak pracuje, to zarabia. Jak zarabia to wydaje pieniądze. Na co? Np. na horrendalne czynsze, na drogie jedzenie, duże rachunki – ogólnie na wysokie koszty utrzymania. To pożera często 3/4 wypłaty, która zostaje w UK. Następnie trzeba dodać, że Polacy zapełniają nisze zatrudnienia, gdzie wielce szanujący się Anglik w życiu nie zgodziłby się na pracę. Ale o tym szmatławce brytyjskie nie piszą. Piszą natomiast o tym, że Polacy zabierają Anglikom miejsca pracy – tak się steruje niewykształconymi masami Brytyjczyków. Ci bardziej kumaci widzą bardziej plusy z przyjęcia nowych emigrantów niż minusy z takiej sytuacji.

„Schodzimy do spraw przyziemnych. – Przydałaby się zmiana podejścia co do czystości.  Mam tu na myśli problemy począwszy od wyrzucania śmieci na higienie kończąc. Warunki w szpitalach, całej służbie zdrowia, restauracjach czy butikach z żywnością pozostawiają wiele do życzenia. Nie ma tu żadnej odpowiedzialności za wszelkie błędy, a nawet krzywdy,  wystarczy powiedzieć „sorry” – mówi Monika.”

Czystość rzeczywiście nie jest najmocniejszą stroną anglików. Miliony razy widziałem, jak wyrzucają papiery wprost na ulicę, zostawiają niedokończone frytki na chodniku, strasznie śmiecą w autobusach, nawet pomyje wylewają na zewnątrz domostw. Anglicy to bardzo leniwy naród. Bardzo wielką krzywdą jest dla nich schowanie kartonika po fajkach do kieszeni kurtki lub przytrzymanie w ręku pustej puszki od piwa, aż natrafi się na śmietnik. Z drugiej jednak strony nieraz sam załamuję ręce kiedy chciałbym coś wyrzucić a nie widzę żadnego kubła na śmieci – co nie znaczy, że wywalam śmieci tam, gdzie stoję! Podobno brak śmietników jest zamierzony. Z opowiadań pewnego Irlandczyka dowiedziałem się, że IRA podkładała swego czasu bomby w kubłach na śmieci w centrach miast i stąd ten brak śmietników. To było jakieś 20 lat temu – no ale tu jest non stop zagrożenie terroryzmem. Dla mnie ma to sens. Zresztą tacy ludzie jak zbieracze śmieci, przechadzający się swoimi wózkami po wąskich chodnikach nie mieli by zajęcia; albo mieli, tylko lżejsze. Co do higieny w butikach z żywnością, czy restauracjach – wybieraj po prostu te droższe. Jeżeli chodzi o odpowiedzialność, to w jakim kraju, prócz USA, można się sądzić o to, że poparzyło się kawą a na kubku nie było wzmianki, że kawa jest gorąca?

www.EZshop.pl

„Kończymy na sprawach przyziemnych, w bardzo dosłownym tego znaczeniu: angielscy kierowcy. – Spędzam codziennie najmniej 2-3 godziny za kółkiem i pomimo że jestem tutaj już tyle czasu to nie obejdzie się bez parunastu przekleństw, omdleń oraz ataków białej gorączki na to jak jeżdżą – ocenia ich umiejętności Marcin.”

Na drogach w UK panuje jakaś taka dziwna zasada: kto ma większy samochód, może więcej. Można TIRem wymusić pierwszeństwo, można vanem zablokować osobówkę. Czy to nie zdarza się również w naszym kraju? W Anglii jeździ się dość dobrze. Chodzi mi głównie o wyjeżdżanie z podporządkowanej drogi – nie ma żadnego problemu. Dlaczego? Ponieważ nikt tu nie pędzi na złamanie karku, każdy każdego przepuszcza!! Spróbujcie wyjechać w Polsce z ocznej drogi i swobodnie włączyć się do ruchu, haaaaa. W UK jak nawet wyjedzie się lekko na środek jezdni informując tym zamiar wbicia się w linijkę jadących samochodów, to zostanie się przepuszczonym; w Polsce zatrąbionym. Tu nie widać na drogach pośpiechu. Każdy, no prawie każdy, stara się pomóc innemu pokonać przeciwności korków itd. W Polsce jest taka zasada: ja czekałem, to ty też poczekasz. Natomiast rozbrajają mnie inne relacje z kierowcami. Anglicy myślą przeważnie o sobie i swoich potrzebach – normalne. Ale nie jest normalnym to, iż blokuje się jednokierunkową wąską drogę, bo akurat skończyły się papierosy i trzeba było stanąć na wprost sklepu, tamując tym samym cały ruch i sobie iść je kupić. W ogóle bezmyślność parkowania jest tu porażająca. Wszystko wynika wg mnie z lenistwa. Samochody są poparkowane podwójnie, na rogach ulic, a nawet na przejściach dla pieszych. Znaki zakazu parkowania są … bo są. Policja nie zajmuje się już od kilku ładnych lat złym parkowaniem. I jeszcze jedno – kierowcy nie mają żadnego respektu dla rowerzystów ani dla pieszych znajdujących się na ulicy. Mowa o pieszych, którzy nie włażą z własnej głupoty wprost pod koła samochodu i często na czerwonym świetle ale o takich, którzy idą chodnikiem i muszą przekroczyć ulicę aby wejść na dalszą część chodnika i często muszą walczyć o życie z nadjeżdżającym z tyłu autem, które akurat z impetem oraz trąbieniem skręca w uliczkę, gdzie pieszy przekracza jezdnię. Jeszcze jedna przestroga: w angielskich samochodach kierunkowskazy są zbędne – nikt ich nie używa.

„Jedzenie (Joanna: raczej niedobre i niezdrowe, warzywa bardzo drogie i mięso sztuczne), pogoda (Karolina, od ponad 4 lat na emigracji: tęsknie za gorącym latem jakie mamy na południu Polski skąd pochodzę. Tęsknie też za śniegiem i sportami zimowymi. Wiosna też jest w Polsce przepiękna i zawsze wprawia mnie w euforyczny nastrój), służbą zdrowia (Maciek: strach przed otruciem, złą diagnozą, po prostu dr Quinn), a nawet miary (Marcin: O zgrozo, ja wiem i rozumiem że cala ich unikatowość polega na tych właśnie różnicach, ale goncie Europę! Nie można tak ciągle operować w tych swoich archaicznych miarach).”

Żarcie w UK rzeczywiście kosztuje fortunę. Zresztą zależy też co się chce jeść. Ceny owoców i warzyw są jednak wszędzie wysokie. Angielskie jabłko może stać kilka tygodni i nie zepsuć się – zupełnie jak plastykowa piłeczka. Owoce tj. banany czy brzoskwinie są sprowadzane jeszcze zielone lub twarde i takie też lądują na półkach sklepowych. Zazwyczaj brzoskwinie i nektarynki z wierzchu zachęcają, natomiast od środka są już zepsute. Jeżeli chce się wciągnąć niezły stek, to polecam udać się do rzeźnika a nie kupować gumowych, bezzapachowych nibymięs w hipermarketach.
Angielska pogoda do najlepszych na świecie nie należy. To jest w końcu wyspa i jak się komuś nie podoba, to niech tu nie przyjeżdża – proste. Są tu 2 pory: wiosna i jesień. W każdej z nich można zobaczyć na ulicy ludzi w krótkich rękawkach i szortach oraz klapkach basenowych na nogach.
Służba zdrowia. Wg mnie o 100 razy lepsza niż w Polsce. Chodzi głównie o obsługę. Dochodzi do tego brak łapówek za załatwienie czegokolwiek, bez których polska brać lekarska nie funkcjonuje. Mają tu najnowocześniejszy sprzęt medyczny. Przysyłają do domu przypomnienia o kolejnej wizycie. Jak chcą, aby pacjent wypełnił jakiś formularz – przesyłają do niego również zwrotną kopertę ze znaczkiem. Tu badanie krwi, moczu, ciśnienia, prześwietlenie, EKG robi się w 1 dzień a nie 2 tygodnie. W poczekalni zazwyczaj kolejka oczekujących kończy się na piątym pacjencie a nie 37 numerku. Jedyną wadą jest widoczny brak wykwalifikowanego personelu – lekarzy i pielęgniarek – rodacy, do dzieła.
System metryczny UK to istna zagadka dla przeciętnego europejczyka. Jak benzynę kupuje się już na litry, to piwo dalej na pinty.

„A czy jesteśmy w stanie nauczyć ich… siebie, naprawdę przekonać do Polski i Polaków? Tego chciałaby Beata, mieszkająca od 15 lat na Wyspach dziennikarka i działaczka organizacji polonijnych. – Marzy mi się, żeby w UK rozkwitała polska kultura, żebyśmy zaistnieli tutaj nie tylko jako dobrzy budowniczy, hydraulicy, pracownicy fabryk i farm, ale także jako ludzie twórczy, reprezentujący ciekawą opcję kulturową. Chciałabym, żebyśmy odnaleźli się tutaj i potrafili wykazywać się twórczo; w muzyce, sztuce i innych dziedzinach. Chciałbym też, żeby Anglicy zainteresowali się nami – żeby uczyli się polskiego jako języka obcego, żeby chodzili do polskich restauracji i żeby jeździli do Polski na wakacje, chodzili do kina na nasze filmy – mówi. Czy jej marzenie ma kiedykolwiek szanse się spełnić?”

Pani Beato – jestem z Panią!!

Reklamy

Informacje o Bartosz Dolinkiewicz

Licencjonowany pośrednik i zarządca nieruchomości. Doradca inwestycyjny. Właściciel firmy EZHome.pl zajmującej się profesjonalnym zarządzaniem nieruchomościami na wynajem. Zarządca nieruchomościami pod wynajem. Z wykształcenia ekonomista. 9 lat doświadczenia zawodowego w największych bankach w Polsce, w tym 8 lat w BRE Banku. Ponad 15 letnie doświadczenie w zarządzaniu wynajmem nieruchomości własnych. 5 letnie doświadczenie w pracy w Wielkiej Brytanii. Lider Oficjalnego Klubu CASHFLOW Sekret Sukcesu. Zainteresowania: rozwój osobisty, edukacja finansowa, nieruchomości, ebiznes.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s