I kto mówi, że traffic nie ma ciężkiego życia, co?

Idę, nieeee, wręcz lezę ociężale poobiedniej, sorryy-lunchowej, przerwie jedną z głównych ulic miasta. Korek nie z tej ziemii. Dochodziłem już do głównego skrzyżowania z zamiarem przekroczenia jezdni i udania się tam, gdzie nie ma tylu gapiów. Turyści – dla nich traffic warden, to fauna i flora … którą najlepiej wyplewić.

Nagle z kolejki czekających samochodów wypada małe czerwone autko, wpada na zamknięty (remontowany) pas drogi i z dużą szybkością mknie do przodu. W międzyczasie rozpierdala słupek stojący na środku, który odgradza 2 pasy: remontowany od używanego, zakorkowanego. Zatrzymuje się z piskiem opon przed samym skrzyżowaniem. Kierowca szybko opuszcza furę i … ucieka.

?!?

Patrzę na tą całą sytuację i analizuję: samochód z dużą szybkością wpadł (specjalnie) na zamknięty pas; centrum miasta; zatrzymał się na przeciw przystanku autobusowego pełnego ludzi i obok głównego wejścia do dużego sklepu; kierowca w pośpiechu wypadł z autka i zaczął wiać przez środek skrzyżowania, mimo iż jeździły tam samochody. O kurwa!! Bomba!!!

Jak wcześniej leniwie chciałem przekroczyć jezdnię, to teraz wręcz przeleciałem nad stojącymi samochodami i z prędkością światła schowałem się za pobliski budynek. Uczono nas, że jak zobaczymy coś niezwykłeg, to mamy natychmiast powiadomić przełożonych a oni gliny. Co prawda przedstawiano na przykład osoby robiące zdjęcia obiektom a nie innym osobom i o pędzącym aucie nic nie było, które kierowca szybciutko porzuca w samym centrum i leci na złamanie karku, byle dalej.

Więc biorę radio i dzwonię do kontroli. Mówię, co widziałem. Słyszę pytanie, czy samochód stoi … nielegalnie? Kurwa, zamurowało mnie. Wychylam się zza rogu i potwierdzam – podwójna żółta linia. „Hmmmmm – to przełączę cię abyś pogadał z kierownikiem” – brzmi głos w radiu. No psia krew, zara wszystko wyleci a ta cholera będzie mnie łączyć z kimś innym. Powtarzam historyjkę po raz wtóry kolejnej osobie. „Hmmmm, podjadę tam jakoś i zobaczę … jakoś, ale nie teraz”. Ręce mi opadły.

Aaaaa pierdolę to wszystko!!!

Poszedłem za blokami w zupełnie inne rejony.

Samochód nie wybuchł, tzn, nic nie słyszałem.

Reklamy

Informacje o obywatelszambo

Być parkingowym w Wielkiej Brytanii
Ten wpis został opublikowany w kategorii Z pamiętnika Traffic Warden'a i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s