Jak pan psu groził

Stoję przy maszynie do biletów. Podchodzi baba i kupuje bilecik. Następnie idę w drugi kąt ulicy i rozganiam towarzystwo zaparkowane na podwójnej żółtej. Wracam spokojnie i napotykam Forda z biletem wywiniętym na drugą stronę – pewnie spadł z szyby. Wpierdalam mandat. Odchodzę.

No i to by było koniec historii, gdyby nie zjawił się właściciel. Słyszę jak woła. Odwracam łeb i widzę długiego, chudego gościa i tą babę. Tak na oko para po 50-siątce. Macha tym swoim kurwa paluszkiem wskazującym jak na psa, który ma przybiec do niego po zjebkę. Starsi ludzie myślę, więc podejdę. Podchodzimy razem do auta i zaczynam tłumaczyć skąd ten mandat: że bilet odwrócony, że nie widzę godziny wygaśnięcia, że … Tu przerywa mi długi i wkurwiającym tonem coś pierdoli. Mówię, żeby ochłonął i zaczniemy raz jeszcze. No i znowu opisuję słowami dlaczego. Nawet robię zdjęcia tego biletu, żeby mógł apelować i aby mu na pewno anulowali mandat. No i zaczynam tłumaczyć, że teraz jak będzie apelować, to mu anulują, na to długi mi z ryjem wyskakuje, że ja taki, owaki i że to teraz jest kurwa mój problem!! No w pizdu. Człowiek chce pomóc, wyjaśnić, dać cenne wskazówki a tu go taki los spotyka.

Dziękuję długiemu za wszystko i odchodzę. Długi drze się. Wypierdalam mu, że to nie mój problem i wali mnie w sumie to wszystko. Długi zmierza w moją stronę, łapie mnie za ramię i żąda podania nazwiska. Wypierdalam mu tą jego długą rączkę w powietrze i mówię, aby się nie ważył tego robić ponownie. Długi pierdoli, że zrobi wszystko aby mnie wyjebali z tej pracy. No w mordę jeża, jakbym był jakimś prezesem BT lub Lloydsa, żeby się przejmować. Rzeczywiście, pracę mam wykurwistą i zrobię wszystko aby ją zachować, buahahaha. No i zrobiłem … wyjebałem foty z aparatu – te 2 ostatnie, potwierdzające autentyczność biletu i jego ważność; niech się tera długi tłumaczy z mandatu; imbecyl jebany. W dodatku dostał komentarz do mandatu: very abusive driver.

Długi, cmoknij mnie w moje wardeńskie dupsko!!

Reklamy

Informacje o obywatelszambo

Być parkingowym w Wielkiej Brytanii
Ten wpis został opublikowany w kategorii Z pamiętnika Traffic Warden'a i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Jak pan psu groził

  1. ddd pisze:

    tez kiedys byłem traffic-wardenem. We wschodnim londynie. Nie nienawidziłem tej roboty, a jednocześnie ją kochałem. Miło wracać do Twojego bloga

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s